Brama Lidzbarska w Bartoszycach: spacer po murach, których już nie ma

Czterdzieści minut pieszo śladem średniowiecznych fortyfikacji Bartoszyc. Od jedynej ocalałej bramy miejskiej, przez rynek, po most na Łynie, z podpowiedzią, co tu jest prawdziwe, a co odbudowane.

Awatar Halina Wróblewska

7 min czytania

Ostrołukowe łuki z czerwonej gotyckiej cegły, zbliżenie

W skrócie

Stoję czasem pod Bramą Lidzbarską i myślę, że to jedyny fragment średniowiecznych Bartoszyc, który mogę pokazać wnukom bez zastrzeżeń w stylu „tu kiedyś było, ale już nie ma”. Reszta miasta wewnątrz dawnych murów to w gruncie rzeczy układ ulic i kilka budowli, które trzeba umieć odczytać. Ale da się. I właśnie to chcę tu pokazać, bo w archiwum biblioteki regionalnej przesiedziałam nad tym planem miasta więcej godzin, niż jestem gotowa policzyć.

Miasto, które Krzyżacy zbudowali z cegły i planu

Bartoszyce były wtedy Bartensteinem i zostały lokowane w 1332 roku, w czasach zakonu krzyżackiego, nad Łyną, w miejscu, gdzie rzeka dawała naturalną obronę od jednej strony. Miasto od razu otoczono murami obronnymi z cegły, z basztami i co najmniej dwiema bramami wjazdowymi. Był też zamek, siedziba komtura, stojący bliżej rzeki niż rynek. Rozebrano go. To akurat pewne, choć dokładna data w różnych opracowaniach się różni. W XIX wieku cegłę i kamień wykorzystano po prostu do innych budowli w mieście. Typowa historia dla tej części Prus: zamek nie spłonął w żadnej wielkiej bitwie, tylko rozebrano go po cichu, bo było to tańsze niż wożenie materiału skądinąd.

Z całego pierścienia murów do dziś stoi w zasadzie jedna budowla, którą można bez wahania nazwać oryginalną: Brama Lidzbarska. Datuje się ją na około 1468 rok, choć część źródeł podaje nieco inne lata w tej dekadzie, bez dokumentu fundacyjnego trudno o pewność co do dnia i miesiąca. Druga brama miejska, prowadząca w przeciwną stronę, nie przetrwała. Zniknęła w XIX wieku, kiedy rozbierano fortyfikacje niepotrzebne już miastu bez wojen na progu. Jej dokładną nazwę spotykałam w źródłach podawaną różnie, więc wolę nie zgadywać.

Brama Lidzbarska zawdzięcza nazwę temu, że stała dokładnie na trasie wylotowej w stronę Lidzbarka Warmińskiego. I to się nie zmieniło, bo kierunek na Lidzbark trzyma się do dziś, tyle że teraz to zwykła droga wojewódzka, a nie trakt z rogatką. Jeśli ktoś się zastanawia, dokąd pojechać po takim spacerze, to akurat mam gotową odpowiedź w tekście o tym, czy na weekend lepiej wybrać Bartoszyce, czy Lidzbark Warmiński. Oba miasta łączyła zresztą ta sama droga od średniowiecza.

Trasa: czterdzieści minut, jeśli nie będziecie się zatrzymywać

Spacer po śladach murów da się zamknąć w niecały kilometr i pół, czyli te czterdzieści minut z tytułu, ale trzeba wiedzieć, gdzie patrzeć, bo większość dawnej linii obronnej to dziś zwykłe ulice i podwórka.

  1. Start przy Bramie Lidzbarskiej. To jedyny fragment murów, który stoi tak, jak stał, choć nie bez ingerencji. Górna partia i dach były przebudowywane co najmniej dwukrotnie, ostatni większy remont konserwatorski miał miejsce już w naszym stuleciu. Ostrołukowy przejazd w dole jest gotycki i to widać w samej cegle, jest ciemniejsza, nieregularna, inna niż w łatach z późniejszych napraw. Obok stoją dwie kamienne baby pruskie, ale o nich piszę osobno, bo to zupełnie inna epoka.
  2. Wzdłuż linii dawnych murów. Mury nie stoją, ale ich przebieg czyta się w układzie działek i w tym, że niektóre ulice w tej części miasta robią łagodny łuk zamiast iść prosto, to ślad po obwodzie fortyfikacji, klasyczny dla miast lokacyjnych tej wielkości. Idźcie wolno i po prostu popatrzcie na tyły posesji, bo w paru miejscach w murach ogrodzeń tkwi stara cegła palcówka, wyraźnie starsza niż reszta budynku.
  3. W stronę rynku. Dziś to plac Konstytucji 3 Maja, ale to wciąż ten sam kwadrat, wokół którego miasto się organizowało od XIV wieku. Zabudowa pierzei jest już w większości powojenna albo mocno przebudowana. Bombardowania i pożary 1945 roku nie oszczędziły tej części miasta, więc nie łudźcie się, że kamienice wyglądają jak na przedwojennych pocztówkach. Bo nie wyglądają. Ulice wokół placu, od Rzeźników po Kowali, opisuje osobno tekst o Starym Mieście i ulicach rzemieślników.
  4. Kościoły przy trasie. Dwa, oba warte przystanku, opisuję niżej osobno.
  5. Widok z mostu. Koniec trasy i najlepsze miejsce, żeby spojrzeć na miasto z zewnątrz, tak jak patrzyłby na nie ktoś przyjeżdżający od strony rzeki sześćset lat temu.

Dwa kościoły, dwie różne historie

Kościół świętego Jana Ewangelisty i Matki Boskiej Częstochowskiej stoi blisko dawnego rynku i to on był farą miasta lokacyjnego, gotycka bryła, wysoka wieża, mury z cegły układanej w wątku, który każdy regionalista rozpozna od razu jako typowo krzyżacki. Budowę datuje się na XIV wiek, czyli praktycznie na czasy samej lokacji miasta, choć oczywiście przez sześćset lat świątynia przechodziła remonty, dobudówki i przynajmniej jedną poważną odbudowę po zniszczeniach wojennych. To, co widać dziś, jest więc mieszanką: gotycki korpus, nowsza więźba, odtworzone elementy wyposażenia.

Kościół świętego Jana Chrzciciela stoi w innej części miasta i ma inną biografię. Jest mniej efektowna z zewnątrz, ale dla mnie ciekawsza, bo to budynek, który zmieniał wyznanie razem z historią regionu, tak jak wiele świątyń na dawnych ziemiach pruskich. Nie chcę tu podawać dat przebudów, których nie jestem w stu procentach pewna z pamięci. To akurat temat, który wymaga osobnego, solidnie sprawdzonego tekstu, a nie wzmianki przy okazji spaceru.

Co widać na pocztówkach, a czego już nie zobaczycie

Mam w swojej kolekcji kilka pocztówek z Bartenstein sprzed 1945 roku, na których Brama Lidzbarska wygląda niemal identycznie jak dziś. Ten sam kształt przejazdu, podobna linia dachu. To dość rzadkie, bo większość takich widokówek z małych miast wschodniopruskich pokazuje dziś świat, który zniknął całkowicie. Tu za to mam dowód w ręku, że przynajmniej ta jedna budowla przetrwała stulecie w rozpoznawalnej formie, mimo że stoi dosłownie kilkadziesiąt metrów od miejsc, które w 1945 roku spłonęły doszczętnie.

Na jednej z kart pocztowych, którą kupiłam na aukcji jakieś dziesięć lat temu, brama jest sfotografowana od strony pól, bez żadnej zabudowy dookoła. Dziś stoi w gęstej tkance miejskiej, otoczona domami. To dobrze pokazuje, jak bardzo miasto się rozrosło poza dawny obwód murów już w XIX i na początku XX wieku, kiedy fortyfikacje przestały mieć jakiekolwiek znaczenie obronne i zaczęły przeszkadzać w codziennym ruchu.

Rynek na przedwojennych zdjęciach jest gęściej zabudowany, z kamienicami sięgającymi bliżej środka placu niż dzisiejsza pierzeja. To akurat typowe dla miast, które po wojnie odbudowywano z przerzedzoną zabudową i szerszymi przejściami dla ruchu samochodowego, którego przed wojną praktycznie nie było.

Most i koniec trasy

Most na Łynie zamyka spacer, choć akurat sam most nie ma nic wspólnego ze średniowieczną konstrukcją. To nowsza przeprawa, rzeka zresztą zmieniała nieco koryto przez stulecia, więc dokładne odtworzenie, gdzie stał most krzyżacki, byłoby czystą spekulacją. Ważniejszy jest widok stąd na miasto: linia dawnych murów, której już nie ma, ale którą, jeśli ktoś wie, czego szukać, da się odczytać w tym, jak zabudowa układa się wzdłuż niewidzialnego łuku.

Jeśli macie jeszcze trochę czasu, wróćcie pod bramę i przyjrzyjcie się dwóm kamiennym postaciom, które przy niej stoją. To zupełnie inna epoka niż mury Bartoszyc, dużo starsza i dużo mniej udokumentowana, ale trzyma się tej samej zasady, którą powtarzam przy każdym takim tekście: mówić wprost, kiedy czegoś nie wiadomo na pewno, zamiast dopisywać sobie historię, żeby brzmiała ładniej.

Awatar Halina Wróblewska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nad Łyną
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.