Rowerem z Bartoszyc do Sępopola: trasa wzdłuż Łyny na pół dnia

Płasko, wietrznie i bez tłumu. 22 kilometry wzdłuż Łyny do najmniejszego miasta w okolicy. Mówię wprost, gdzie jest asfalt, gdzie szuter i dla kogo ta trasa nie jest.

Awatar Karolina Sadowska

6 min czytania

Dwoje rowerzystów na płaskiej drodze wśród pól

W skrócie

Jak ktoś mi mówi, że jedzie „na widoki” nad Łynę między Bartoszycami a Sępopolem, to się uśmiecham. Bo tu nie ma wąwozów ani jezior co pięć kilometrów. Jest płasko, czasem wieje tak, że trzeba pedałować w dół zbocza, i przez większość trasy widzisz pola, a nie panoramy. To nie jest wada. To po prostu ta okolica. Jeżdżę tędy od kilku sezonów, także z gośćmi pensjonatu, i mówię im to samo, co teraz napiszę wam: to trasa dla ludzi, którzy lubią ciszę i konkret, nie dla kolekcjonerów widokówek.

Dystans w jedną stronę to około 22 kilometry, licząc od ronda przy wjeździe do Bartoszyc od strony centrum. W dwie strony tą samą drogą wychodzi więc z okładem 44 kilometry, co przy przeciętnym tempie 15–17 km/h i paru przystankach daje realnie 3,5–4 godziny w siodle plus czas na Sępopol. Stąd „pół dnia” w tytule. Jak wyjedziecie o 9, wrócicie na obiad, ewentualnie na wczesną kawę.

Co zabrać

Zanim ruszycie, kilka rzeczy, które ja mam zawsze przy sobie na tej trasie:

  • dwa bidony wody, minimum 1 litr łącznie: po drodze sklep jest tylko w Sępopolu
  • zestaw do łatania dętki albo zapasowa dętka: szuter na odcinku środkowym potrafi zrobić niespodziankę
  • coś na wiatr, nawet latem: wiatr od strony Bałtyku potrafi zdmuchnąć entuzjazm już po 10 kilometrach
  • mapa offline w telefonie albo ściągnięta trasa GPX: zasięg bywa słaby, a rozjazdów jest kilka
  • kanapki albo baton: bar w Sępopolu nie zawsze jest otwarty w tygodniu

Jeśli robicie zakupy przed wyjazdem, targ w Bartoszycach w sezonie ma świeże owoce i warzywa. W sobotę rano to naprawdę sensowny start dnia.

Odcinek 1: Bartoszyce, wieś nad Łyną (0–8 km)

Wyjazd z Bartoszyc idzie drogą lokalną na północny wschód, wzdłuż doliny rzeki. Pierwsze kilometry to asfalt, dość dobry, z ruchem tak małym, że częściej mijacie traktor niż samochód. Rzeka pokazuje się i znika. Łyna tutaj nie jest szeroka, ale ma charakter, meandruje między łąkami. Droga jest lekko falista, żadnych podjazdów, o których warto pisać.

Po jakichś 8 kilometrach mijacie pierwszą większą wieś. To dobre miejsce na krótki postój, rozprostować nogi, sprawdzić mapę. Sklepu tu raczej nie znajdziecie, ale ławka przy przystanku czy murek koło kościoła zwykle się trafi.

Odcinek 2: przez pola do rozjazdu (8–15 km)

Tu robi się bardziej otwarcie. Drzewa znikają, zostają pola, czasem pastwiska z krowami, i wiatr, który tutaj czuć najmocniej, bo nic go nie zatrzymuje. Jeśli wiatr wieje z północy, a na tym odcinku często wieje, jazda w tamtą stronę jest cięższa niż powrót. Osobiście przy silnym wietrze z północy planuję tak, żeby ten fragment mieć w drodze powrotnej, kiedy jestem bardziej zmęczona i wolę mieć wiatr w plecy niż w twarz.

Nawierzchnia na części tego odcinka zmienia się w szuter. Nie jest to trudna droga, ale rower szosowy z wąskimi oponami będzie się tu czuł niepewnie. Ja jeżdżę trekkingiem z oponami 35–40 mm i to jest komfortowy wybór. Około 15 kilometra jest rozjazd, gdzie droga główna skręca w stronę Sępopola, a boczna prowadzi dalej wzdłuż rzeki, trzymajcie się głównej, jeśli zależy wam na czasie.

Odcinek 3: dojazd do Sępopola (15–22 km)

Ostatni fragment znowu jest asfaltowy, prostszy technicznie, ale to tu najbardziej czuć, że jedziecie w stronę mniejszego miasta. Ruch praktycznie zerowy, zabudowa rzadka. Sępopol pojawia się nagle, bez przedmieść rozciągniętych na kilometr, jak to bywa przy większych miastach.

To najmniejsze miasto w okolicy Bartoszyc i widać to na każdym kroku. Rynek jest kameralny, a układ ulic wciąż czytelny jako dawne miasteczko lokacyjne, mimo że większość starej zabudowy nie przetrwała. Ceglany kościół, który dominuje nad okolicą, to najbardziej rozpoznawalny punkt i dobry cel na zdjęcie, jeśli w ogóle robicie tu zdjęcia. Rozejrzyjcie się po bocznych uliczkach, tam czasem widać ślady dawnej siatki działek, mimo że budynki są już powojenne. Co dokładnie zostało tu z lokacji z 1351 r. i dlaczego miasto na ćwierć wieku przestało być miastem, opisała Halina w tekście Sępopol: najmniejsze miasto powiatu i co w nim zostało z lokacji.

Na miejscu liczcie na jeden, może dwa sklepy spożywcze i bar. W dni robocze zwykle działają do popołudnia, w weekendy bywa różnie, więc jeśli planujecie tam zjeść ciepły posiłek, miejcie plan B w plecaku. Ja zawsze mam ze sobą kanapki na wszelki wypadek i traktuję bar jako bonus, nie pewnik.

Powrót: tą samą drogą czy pętlą

Tu jest miejsce na uczciwe „to zależy”. Jeśli macie 4–5 godzin i chcecie mieć pewność powrotu przed zmrokiem, wracajcie tą samą drogą. Znacie już nawierzchnię, wiecie, gdzie jest szuter, i nie zgubicie się. To też lepszy wybór, jeśli w Sępopolu jesteście zmęczeni albo pogoda się psuje.

Pętla przez inne wsie na wschód od trasy wyjazdowej jest możliwa i ładniejsza pod względem różnorodności krajobrazu, ale wydłuża dystans o 6–10 kilometrów i wymaga pewności nawigacyjnej. Szyldów z nazwami miejscowości bywa mało, a drogi lokalne się krzyżują. Jeśli to wasza pierwsza wyprawa w tę stronę, nie polecam pętli. Poznajcie trasę najpierw w wersji „tam i z powrotem”, a pętlę zostawcie na drugi czy trzeci raz, kiedy już wiecie, czego się spodziewać po terenie.

Dla kogo to nie jest trasa

Powiem wprost, bo wolę, żebyście nie zaskoczyli się w połowie drogi. Dzieci na małych rowerkach z kółkami bocznymi. Odpuśćcie, 44 kilometry w dwie strony to zbyt dużo, nawet jeśli teren jest płaski. Ciężkie rowery miejskie z koszykiem i jedną przerzutką też się nie sprawdzą, zwłaszcza na odcinku ze szutrem i pod wiatr. To droga na rower trekkingowy, gravelowy albo solidny MTB. Jeśli ktoś z waszej ekipy nie jeździ regularnie więcej niż 20 kilometrów, lepiej zacząć od czegoś krótszego, bo wiatr na otwartym terenie potrafi zmęczyć bardziej niż sam dystans sugeruje.

Dla par i grup, które szukają porównania z inną częścią regionu, mam osobny tekst o tym, czy lepiej wybrać Bartoszyce czy Lidzbark Warmiński na weekend. Trasa do Sępopola to raczej dodatek do pobytu w Bartoszycach niż samodzielny cel wyjazdu. Jeśli dopiero planujecie pierwszy przyjazd do miasta, te 14 pytań od przyjezdnych też się przyda, zanim wsiądziecie na rower. A jeśli po płaskiej dolinie Łyny zatęsknicie za pagórkami, Halina opisała Górowo Iławeckie z Bartoszyc. Tam rower ma wreszcie co robić.

Ta trasa nie zachwyci was widokami z folderu turystycznego. Zachwyci ciszą, pustymi drogami i tym, że w Sępopolu naprawdę czujecie, że jesteście gdzieś na końcu mapy. W dobrym sensie.

Awatar Karolina Sadowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nad Łyną
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.