Dworzec w Bartoszycach: rozmowa o kolei, która odjechała

Zarośnięty tor kolejowy wśród wiosennej zieleni

Ta rozmowa nie jest stenogramem. Przeprowadziłam ją w bibliotece, w dziale regionaliów, w 2019 roku, notując ręcznie, bo dyktafonu wtedy jeszcze nie miałam – kupiłam go dopiero na emeryturę. To, co czytacie, składam z tamtych notatek i z rozmów, które prowadziliśmy potem jeszcze dwa razy, przy herbacie, gdy przynosił mi stare rozkłady jazdy do zeskanowania. Rozmówcę nazywam panem Z. Ma 81 lat i na bartoszyckiej stacji przepracował ponad trzydzieści.

Zaczęłam od pytania, które właściwie zadaję sobie sama, odkąd pamiętam pusty peron przy dworcu.

Jak wyglądał pana dzień, kiedy pociągi jeszcze jeździły?

„Rytmem. Człowiek nie musiał patrzeć na zegarek, bo wiedział, że jak przejeżdża skład w stronę Korsz, to jest siódma dwadzieścia, i że matki wtedy pchają wózki do sklepu, bo dzieci już w szkole. Ja przychodziłem na zmianę na szóstą. Dworzec żył od rana – ktoś jechał do pracy do Kętrzyna, ktoś na targ, młodzież do szkół średnich, bo nie każdy miał blisko. Pamiętam, że w piątki bywało tłoczno, bo ludzie wracali z Olsztyna na weekend do rodzin. Dzisiaj młodzi nie wiedzą, że dworzec to było miejsce, gdzie się umawiano, a nie tylko przejeżdżano.”

To zresztą pokrywa się z tym, co pisałam już przy okazji pocztówek sprzed 1945 roku – ulica do dworca pojawia się na kilku kartach, zawsze z ludźmi, nigdy pusta. Nie znalazłam jednak żadnej pocztówki z lat powojennych pokazującej wnętrze hali – jeśli ktoś z czytelników taką ma w domowym archiwum, będę wdzięczna za kontakt.

Dokąd właściwie stąd jeżdżono?

„Główny kierunek to były Korsze, a stamtąd dalej można było się przesiąść praktycznie wszędzie – na Kętrzyn, na Giżycko, na Olsztyn. Był też odcinek w stronę Głomna, bliżej granicy, ale tamtędy jeździło się rzadziej i głównie towarowo, po drewno i po zboże z PGR-ów. Osobowe chodziły tam sporadycznie, już za mojej pracy to było raczej wspomnienie starszych kolegów niż codzienność.”

Tu muszę zaznaczyć uczciwie: nie udało mi się w dokumentach, które mam w domowym archiwum regionaliów, ustalić dokładnego numeru linii ani precyzyjnej daty, kiedy ruch pasażerski w stronę Głomna faktycznie wygasł. Pan Z. mówi, że „to było jeszcze w latach osiemdziesiątych”, ale nie znalazłam potwierdzenia w żadnym rozkładzie jazdy, który mam pod ręką. Zostawiam to jako jego wspomnienie, nie jako fakt.

Kiedy pan poczuł, że coś się kończy?

„Nie było jednego dnia, że rąbnęły drzwi i koniec. To było powolne. Najpierw skracali składy, potem robili z dwóch pociągów jeden, potem zaczęli mówić o »optymalizacji« – to słowo już wtedy budziło u mnie ciarki, bo wiedziałem, co ono znaczy dla takich stacji jak nasza. Ruch pasażerski wygasł u nas na początku lat dwutysięcznych, dokładnej daty panią oszczędzę, bo sam już nie jestem pewien, czy to był ten czy poprzedni rok – a nie chcę zmyślać. W dokumentach to pewnie stoi czarno na białym, ale ja pamiętam to inaczej: pamiętam ostatni skład, który odjechał niemal pusty, bo ludzie już wcześniej przesiedli się na autobus, bojąc się, że pociąg i tak zniknie.”

To jedno z niewielu miejsc w tej rozmowie, gdzie mogę dodać coś z drugiej strony biurka. W zbiorach regionalnych mamy egzemplarz rozkładu jazdy, w którym połączenie ze stacji Bartoszyce jest jeszcze wpisane, i egzemplarz o kilka lat późniejszy, w którym go już nie ma. Różnica między tymi dwoma dokumentami to właśnie ten czas, o którym mówi pan Z. – ale konkretnego roku zamknięcia linii dla ruchu pasażerskiego w moich materiałach nie znalazłam i nie będę zgadywać, żeby nie wprowadzać czytelników w błąd.

Co się stało z budynkiem?

„Stoi. To chyba najsmutniejsze – że stoi, tylko nie ma po co do niego wchodzić. Kasy zamknięte, poczekalnia zamknięta, perony zarastają. Torowisko jeszcze jest, szyny leżą, ale to już nie jest kolej, to jest krajobraz po kolei. Czasem jak tamtędy idę, to patrzę na okna i myślę, ile razy stałem po drugiej stronie szyby i sprzedawałem bilety ludziom, którzy dziś już pewnie nie żyją albo dawno wyjechali z miasta.”

Budynek dworca rzeczywiście stoi do dziś, co każdy może zobaczyć na własne oczy, idąc w tamtą stronę – nie trzeba do tego dokumentów. To akurat nie jest wspomnienie, tylko stan faktyczny, który łatwo sprawdzić.

Czy autobus to dobra zamiana?

„Zamiana, tak. Dobra – to już inna sprawa. Autobus jedzie, można nim dojechać, nie neguję. Ale autobus stoi w korku, kiedy pociąg by nie stał. Autobus nie ma tej regularności co kolej, bo kolej ma swój tor i nikt jej nie wyprzedzi ani nie zablokuje. I proszę pani, autobus nie łączy miasta z centrum tak, jak łączyła kolej – bo dworzec był w centrum, a przystanek busa to jest przystanek, nie miejsce. Nikt się nie umawia »pod busem« tak, jak się kiedyś umawiało pod dworcem.”

To zdanie zapisałam sobie podkreślone, bo wydaje mi się najtrafniejsze z całej rozmowy. Zresztą pytanie o to, jak dziś dojechać do Bartoszyc i po mieście, wraca regularnie – pisałam o tym trochę praktyczniej przy okazji tekstu o pytaniach, które słyszę od przyjezdnych, gdzie autobus jest dziś jedyną opcją transportu zbiorowego do miasta.

Czy wróci tu kiedyś pociąg?

„Nie wiem. Ludzie mądrzejsi ode mnie by pani powiedzieli, ile to by kosztowało, żeby odbudować torowisko, które stoi bez konserwacji tyle lat. Ja bym chciał, oczywiście, że bym chciał – ale to nie jest pytanie do emerytowanego kolejarza, tylko do kogoś, kto liczy pieniądze w Warszawie. Ja tylko wiem, że jak dworzec działał, to miasto miało inny rytm. Bardziej przewidywalny. Może to zabrzmi jak gadanie starego człowieka, ale ja to naprawdę czułem w codziennej pracy.”

Co udało się potwierdzić, a co zostaje wspomnieniem

Sprawdzone i pewne: linia kolejowa łącząca Bartoszyce z Korszami istniała i była głównym kierunkiem ruchu pasażerskiego ze stacji; budynek dworca stoi do dziś, choć nieużywany do obsługi pasażerów; ruch pasażerski na tej trasie wygaszono na przełomie wieków, a dziś jedynym transportem zbiorowym do i z miasta jest autobus. Jak wygląda ta zamiana w praktyce, opisała moja koleżanka z redakcji w tekście Busy Bartoszyce–Olsztyn: jak dojechać, ile to trwa i co wybrać.

Niepotwierdzone, bo oparte wyłącznie na pamięci pana Z.: dokładny rok zakończenia ruchu pasażerskiego w kierunku Głomna, precyzyjna data ostatniego kursu pasażerskiego do Korsz, dokładny numer linii kolejowej. Tam, gdzie moje archiwum milczy, zostawiam głos rozmówcy jako to, czym jest – wspomnieniem człowieka, który tę stację znał lepiej niż ktokolwiek inny, ale nie jako ustalony fakt. Jeśli ktoś ma w domu stary rozkład jazdy PKP ze stacji Bartoszyce sprzed 2005 roku, bardzo proszę o kontakt – uzupełnimy tę historię dokumentem, nie tylko pamięcią.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Nad Łyną
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.